prowincja
stowarzyszenie kulturalne

Na tropie beznadziei


2016.02.12 Projekty Kultura

Zastanawiam się codziennie nad mechanizmami kierowania współczesnymi obszarami kultury samorządowej. W formach odnajdujemy raz po raz wierne kopie działań z minionego okresu politycznych wzorów. Metody zarządzania kulturą wynikają (bardziej lub mniej świadomie) z liberalizmu wpisanego w obszar postmodernizmu. Metody dalekie od dialogu, od człowieka, od twórczości i intelektualnego niepokoju i są wprost pochodne zachowaniom menadżerów biznesu.

Współczesne zarządzanie, kierowanie grupami społecznymi polega na manipulowania brakiem stabilizacji podległych sobie pracowników. Stan powszechnej niepewności wynika z obawy przed utratą pracy, przed brakiem własnego człowieczeństwa. Najlepiej też w stanie powszechnego zagrożenia manipulować informacją i zastraszać. Trudno też jest funkcjonować współczesnemu człowiekowi pozbawionemu wszelkich niemal szans na godne człowiecze przeżywanie bez niezbędnego do życia kapitału, będąc wyposażonym jedynie w niepewny potencjał wynikający z gotowości świadczenia pracy. Sfera kultury niesie dość wątłą ofertę zawartą w pojęciu kapitału pracy wynikającego z aktywności twórczej bez konkretnych efektów ekonomicznych w krótkim, biznesowo wyliczalnym okresie czasu. W tak skonstruowanym procesie degradacji człowieka coraz mniej ważny staje się kapitał kulturowy, którego bezwład spycha na margines życia społecznego czy intelektualnego.

  Promowany bez ograniczeń model zachowań popkulturowych sprawia, że sama oferta popkulturowa ogranicza ambicje potencjalnego uczestnika życia intelektualnego. To pop-kultura jest na "wyciągnięcie ręki" i nie wymaga wysiłku intelektualnego w procesie percepcji serwowanych bodźców. Ot po prostu się jest. Degradacja wzorów zachowań kulturowych aktywizuje proces zaniechania edukacji i uczestnictwa w kulturze. Tworzą się warunki do dominowania kultury nędzy ograniczając dużym grupom ludzkim dostęp do rozwoju intelektualnego, generując jedynie proces odtwarzania nędzy i marginesu społecznego.

 W kierowaniu współczesnymi obszarami – instytucjami kultury podstawową rolę odgrywa proces zastraszania pracowników tak, aby bez przerwy towarzyszyła im świadomość własnej ułomności wobec przełożonych. Wykorzystywanie takiego mechanizmu jest w konflikcie z pożądanym procesem kreowania wzorcotwórczych postaw społecznych w obszarach aktywności intelektualnej. Zastraszanie współpracowników służyć ma równoczesnemu uświadamianiu im równoczesnego stosowania wobec nich wymyślonych i stworzonych przez tych samych mocodawców osłon przeciw wszechobecnej agresji w postaci „parasola ochronnego” złożonego z ochroniarzy, systemów zapomóg, donosów, zabezpieczeń, alarmów, strażników, bramek ochronnych. Tak wymodelowany system zmierza do stworzenia w obszarze ogólnej niemożności społecznej, stan pustki zachowań towarzyszących społeczeństwu obywatelskiemu opartemu o wartości. W przedstawianych interpretacjach postaw fałszywej dbałości o obywatela, ochrony przed przemocą wykorzystuje się powszechnie zróżnicowane metody inwigilacji grup społecznych czy zawodowych.

 W przeświadczeniu sprawujących władzę to właśnie pozyskiwanie wiadomości z działań manipulacji społecznej służy trwałości administrowanych struktur a zatem i bezpieczeństwu żyjących (wegetujących) tam społeczności. Eliminuje się tym samym zachowania towarzyszące aktywności obywatelskiej, dialogu i postaw solidaryzmu społecznego, które w atmosferze szczerości i wymiany poglądów, bez specjalnych zabiegów pozwalają na zapewnienie sobie osobistego czy grupowego bezpieczeństwa. Zadaję więc pytanie, jak w tej sytuacji, społecznego ubezwłasnowolnienia realizować zadania wynikające z aktywności intelektualnej? Jak kreować – animować aktywne postawy w środowisku zamieszkania, kiedy równolegle z nimi (często przeciwko nim) występuje wszechobezwładniająca troska o nasze „bezpieczeństwo” ze strony „naszych” (czy aby naszych) przedstawicieli władzy?

Musimy uświadomić sobie, że zabiegi te wcale nie są spowodowane chęcią stworzenia dla przeciętnego obywatela przestrzeni godnego bytowania. Gdyby tak było, proces usprawniania struktur społecznych przyniósłby dawno globalne rozwiązania problemów człowieka. Zachowanie to wynika jedynie z troski, ale równocześnie z lęku posiadaczy rzeczywistego kapitału czy mechanizmów sprawowania władzy przed utratą narzędzi dominowania nad społeczeństwem, nad pracownikiem, nad twórcą.

Powyżej przedstawione uogólnienia nie są dalekie od stosowanych wobec mnie i współpracowników w trakcie mojej "kariery zawodowej" metod zarządzania tym obszarem kultury samorządowej. Zastraszanie, brak dialogu i narzucanie jedynie słusznych rozwiązań programowych, stwarzanie sytuacji konfliktowych w grupie pracowniczej,  to tylko niektóre elementy tych form zarządzania.

Dychotomia tak stworzonego modelu funkcjonowania społeczeństwa, grup pracowniczych, szczególnie w obszarach związanych z twórczością – kulturą, może być w końcowym rezultacie zgubne dla rozwoju gospodarczego. Ubezwłasnowolnienie obywateli zdających się na wspaniałomyślność dysponentów naszej wegetacji sprawia już dzisiaj tworzenie postaw niechętnych wobec nauki, odkrywania nowych obszarów aktywności twórczej owocujących postępem cywilizacyjnym. Tylko społeczeństwa kreujące własną aktywność mogą liczyć na rozwój intelektualny wyprzedzający wzrost poziomu życia gospodarczego jak i wzrost poziomu życia każdego z obywateli. Jeśli o tych zależnościach zapomnimy, obudzimy się w tak chętnie otwieranych przez "dbających o społeczną rzeczywistość", przytułkach i hospicjach.

Powyższe przemyślenia pod wpływem lektury książki Zygmunta Baumana - "Płynne czasy"
wydawnictwo SIC!; wydanie 2007 r.; ISBN: 978-83-604-5728-3; Tłumaczenie: Żakowski Maciek; Wydanie: 1



Udostępnij
Dodaj komentarz
Zobacz inne artykuły na naszym blogu