prowincja
stowarzyszenie kulturalne

Czas na zmiany, tylko jakie?


2018.07.12 Projekty Kultura

Okres minionych lat nowej polskiej rzeczywistości obfitował w wiele gwałtownych przemian ustrojowych, ekonomicznych jak i kulturowych. Był to czas likwidowania niemal wszystkiego, co było stygmatyzowane minionym systemem. Zlikwidowano instytucje, partie i ugrupowania polityczne, sferę gospodarki przekształcono, zmodyfikowano, sprywatyzowano lub po prostu rozkradziono. Toczą się dochodzenia i procesy o dojście do „prawdy obiektywnej”. Przyszło nam żyć w tak dynamicznie zmieniającym się świecie a przemiany dotknęły również i te lokalne środowiska od pewnego czasu nazwane środowiskami samorządowymi.

         Gdyby reformatorzy minionych lat wiedzieli jak ma wyglądać współczesna nam rzeczywistość, jak połączyć przemiany własnościowe i polityczne z zawłaszczeniem indywidualnym obszarów własności państwowej czy społecznej by w sposób czytelny przyłączyć się do powszechnej destrukcji likwidowanego systemu, problem byłby rozwiązany. Wszelkie ideowo – moralne podpórki okresu gwałtownych przemian służyły, a może i dalszym ciągu służą do stawiania zasłony dymnej wobec rzeczywistych, lecz ukrywanych procesów społecznej destrukcji. Dużą rolę w procesie degradacji społecznej odegrały środowiska dziennikarskie. Niewielu dziennikarzy poświeciło się tropieniu patologicznych zjawisk społecznych. Tak toczyła i toczy się gra o majątek, stanowiska czy układy w lokalnej przestrzeni społecznej. Jak można się domyśleć poza wszelkim zainteresowaniem reformatorów pozostaje merytoryczna strona przemian. Również demokratyczne narzędzia prowadzenia konsultacji i wysłuchań społecznych nie znalazły zainteresowania wśród obywateli. W interesie współczesnych decydentów było i jest brak aktywności społecznej. Przyzwolenie społeczne na występujące patologie wynika z niskiego poziomu świadomości społecznej mieszkańców.

        Wszelkie próby manipulowania w sferze kultury określone stwierdzeniem – "zróbmy coś by się coś działo" – nie przynoszą żadnych merytorycznych zmian. Niezatapialną wręcz ideą jest próba uszlachetniania społeczeństwa, podnoszenia jej tzw. ”poziomu kultury” poprzez administracyjne i odgórne działania radnych wspartych radami niektórych pracowników kultury. Historia się niemal powtarza. Przed laty aby „uzdrowić kulturę” w Żywcu powołano Zespół Zamkowo-Parkowy, który wg moich obserwacji miał leczyć kompleksy mieszkańców wobec niedostępnej dla „pustoszy” tzw. kultury dworskiej. Po niezbyt długim okresie projekt ten okazał się „intelektualnym niewypałem”.  Przyszedł czas na kopiowanie znanych z minionego okresu  politycznego jednostek scentralizowanych. Utworzono Miejskie Centrum Kultury z wszechogarniającym modelem centralizacji i ogólnej niemożności intelektualnej w procesie zarządzania kulturą. Zapomniano, a może nie posiadano w intelektualnych zasobach reformatorów innych rozwiązań, jak te z zaprzeszłych czasów.  I tak się historia toczy. Stworzono "supermarket kultury" w który łaskawie panująca nam "władza' serwowała coraz to nowe propozycje z serii jarmarków i festynów. Lud tego żądał, lud to otrzymał. I z roku na rok pogłębia się proces uświadamiania coraz to młodszego pokolenia mieszkańców współbrzmienia zbiorowego upijania się w rytmach różnorakich ofert muzycznych. Najczęściej to disco-polo czy folklor. Oczywiście z wkładką konsumpcyjną. A to "jajecznica zielonoświątkowa", " oscypek - rekordzista", czy "hektolitrowa kwaśnica".

     Przyszedł obecnie czas w  naszym kraju, na przekierowanie uwagi niezadowolonych, młodych mieszkańców miasta na część organizacji pozarządowych sfery kultury.  I w nich upatrywano i w dalszym ciągu upatruje się przyczyn opisywanej na forach internetowych, stagnacji kulturalnej. W przypadkach funkcjonowania grup społecznych bardzo prosto wprowadza się „nowe porządki” głosami "ustawionych" często, większości członków stowarzyszenia. Organizacje pozarządowe mogą i powinny być kreatorami nowych, nowoczesnych rozwiązań społeczno - kulturalnych. Podstawową przeszkodą w ich funkcjonowaniu oprócz stosunkowo niskiego poziomu "kapitału kulturowego" uczestników tych działań są współcześnie obowiązujące przepisy formalno - prawne, w sposób skuteczny ograniczające ich finanse i aktywność społeczną. Z jednym wyjątkiem, preferencji finansowych dla związków, kościołów i grup wyznaniowych.

    O tym, że nie można administracyjne określać poziomu kultury mieszkańców doświadczają kolejni radni chcący podnieść poziom uczestnictwa w kulturze poprzez działania administracyjne. Nie udało się to decydentom w poprzednich okresach politycznych w stosunku do wielu grup zawodowych czy społecznych. Problematyki tej nie można jednak pozostawiać samodzielnemu biegowi spraw, pamiętając, że o kulturze społeczeństwa decyduje zawsze to samo społeczeństwo a nie jego  nawet najbardziej ambitni administratorzy.  Warto więc pochylić się z dużą uwagą nad koniecznością kształtowania kapitału kulturowego poprzez tworzenie warunków do permanentnej edukacji kulturalnej. Ale przecież przezornej władzy wcale nie zależy na wyedukowanej, młodej społeczności, która świadoma swoich potrzeb kulturowych stawiała będzie coraz to nowe bariery intelektualne rządzącym.

    Uporczywe ponawianie procesu „modernizowania sfery społeczno kulturalnej aktywności społecznej” wynika z jednej strony z braku merytorycznej wiedzy reformatorów. Jednakże coraz bardziej widocznym celem tzw. "elity zarządzających tym krajem, ale i naszym miastem dominacja jedynie słusznej ideologii. A przecież wybór jedynie słusznych rozwiązań już "przerabialiśmy". Na razie nie będę roztrząsał tego problemu, co nie oznacza, że do tej problematyki nie powrócę.

      W sytuacji powszechnego zamieszania przypominam sobie, treść znanego ludowego powiedzenia o „mętnej wodzie” – (zamieszaniu) i „łowieniu ryb” (własnych korzyści). Metody stosowane w procesie ciągłej destrukcji społeczno – kulturalnej, opierają się o znane od czasów rzymskich, zasady. „Dziel i rządź” (Divide et impera) lub bliskie współczesnej informatyce „dziel i zwyciężaj” (divide and conquer) są formami sprawowania władzy najczęściej wykorzystywanymi w lokalnych potyczkach personalnych. W przypadku prowadzenia działań w sferze kultury, przypominam sobie kolejne, dość znane powiedzenie "o herbacie i łyżeczce". Jest powszechnie wiadomym, że od faktu mieszania łyżeczką w szklance z herbatą, bez dosypywania cukru nie spowodujemy osłodzenia tejże herbaty. Pomimo tego, po raz kolejny jesteśmy uczestnikami takiego zamieszania. Inwestowanie w kapitał ludzki - w kapitał kulturowy jest najskuteczniejszym sposobem na awans każdej grupy społecznej. O tym przekonują nas działania rozwiniętych krajów europy zachodniej.

    Chleba i igrzysk, to myśl nieodłącznie towarzysząca procesowi współczesnego rządzenia.  A co z kapitałem kulturowym lokalnego społeczeństwa? Co z tworzeniem miejsc magicznych dla mieszkańców i odwiedzających nas gości? Co z metodyczną i merytoryczną edukacją kulturalną mieszkańców? Co z odpowiedzialnością za społeczną i gospodarczą przestrzeń naszego miasta i regionu?

     W  myśl kolejnego powiedzenia, „że nie ważne czyje co je, ale ważne co je moje” powyższe pytania te na długo pozostaną bez odpowiedzi. Chodzi ciągle jedynie zmiany dla zmian, w  czasie przeznaczonym na permanentne zmiany.

                                                                                                          Włodzimierz Zwierzyna



Udostępnij
Dodaj komentarz
Zobacz inne artykuły na naszym blogu