prowincja
stowarzyszenie kulturalne

Kanon czy kaprys prezesa


2019.09.11 Projekty Kultura

Kiedy przed laty toczyłem ostrą dyskusję z burmistrzem na temat modelu kultury samorządowej w Żywcu dostrzegałem jedynie zagrożenie ze strony modelu powszechnie zwanego „supermarketem kultury”. Nie byłem wtedy również za innym rozwiązaniem zawartym w innym kanonie określanym „muzeum arcydzieł narodowych” które określało kulturę jako zasób materialnego i duchowego dorobku społeczeństwa do okresowego wykorzystywania przez najbardziej aktywnych intelektualne mieszkańców.

    Rynek swoimi mechanizmami ogranicza możliwości administracyjnego zarządzania kulturą, wzmaga prawdziwe życie kulturalne, w tym artystyczne. Jak uczy historia i teraźniejszość trzeba korzystać z reguł demokracji, aby publiczne pieniądze – zebrane z wysokich podatków – nie były kierowane na działalność kulturalną sprzyjającą rządzącym. Socjalne „rozdawnictwo kultury”, jako sposób pozyskiwania głosów, może być powstrzymane jedynie przez wolny rynek, przyczyniając się tym samym do formowania społeczeństwa otwartego, wyrównując niedostatki demokracji oraz zmniejszający powodowane przez nią zagrożenia dla kultury. 1)

    Obecnie daje się zauważyć wyraźny podział na kulturę wysoką funkcjonującą jak zacna biblioteka z unikalnymi i wartościowymi zbiorami do której wprawdzie niemal każdy ma dostęp, to jednak poziom oferowanych propozycji dla wielu jest nie do osiągnięcia. Drugi obszar kultury przypomina handlowy „supermarket kultury” w którym można zakupić to co jest łatwo przyswajalne, często mocno przetworzone i nachalnie promowane we wszechogarniających reklamach.

    Jednakże już od kilku lat w Polsce pojawił się trzeci model, o którym wspomina dr Marek Rembierz w cytowanym powyżej sformułowaniu. Jest to zjawisko rozdawnictwa, wręcz rozsiewania dóbr kultury o poziomie schlebiającym wielkiej rzeszy wyborców a sprzyjające sprawującym władzę. I w sytuacji, kiedy właśnie dobra kultury możliwe do zakupienia w przysłowiowym supermarkecie funkcjonujące w systemie rynkowym są rozdawane szerokiej rzeszy potencjalnych konsumentów papki kulturalnej.

    Działanie takie wynika również w podpatrywania w „starej Europie” rozwiązań systemowych i naśladowanie tychże w naszych warunkach. Model niezwykle do złudzenia przypominającyto co się dzieje w polskich samorządach powszechnie jest praktykowany we Francji. Chociaż z zastrzeżeniem. Tam imprezy takie sponsorują prywatni darczyńcy, a samorząd jedynie wspiera je organizacyjnie. I przede wszyskim imprezy takie służą promocji sprawujących władze w ciągu przypominającym nieustanną kampanię wyborczą jedynych i wybranych juz niemal na zawsze reprezentantów lokalnej społeczności.

    W tych działaniach, jak mi się wydaje, brak alternatywy w postaci rozwiązań niemieckich, w których dużą uwagę przykłada się do organizacji aktywnego życia kulturalnego w miejscu zamieszkania w formach grup zainteresowań, zajęć edukacji kulturalnej czy lokalnych spotkań artystycznych na wysokim poziomie wykonawczym. Niemcy dbają o rzeczywisty rozwój swych mieszkańców w „małej ojczyźnie”. Bo przecież młodzi po zakończeniu swej edukacji w dużych ośrodkach mają gdzie wrócić i czuć się jak u siebie w domu.
Z moich prywatnych obserwacji coraz wyżej kształcąca się młodzież naszego miasta z dużą aktywnością podejmuje pracę w innych, dużych ośrodkach, które w swej ofercie zapewniają rozwój intelektualny swych mieszkańców przez całe życie. Byle nie wrócić do miejsca swego urodzenia.

    Tak więc jesteśmy świadkiem zjawiska, opisywanego przez teoretyków kultury na początku naszych przemian ustrojowych, kiedy w trakcie dokonywania restrukturyzacji systemu zarządzania w gminach i małych miastach, zaistniała konieczność ukazania tychże zmian w stosunku do przejętych po poprzednim systemie domów kultury. 

    W przeważającej liczbie przypadków jedynymi zmianami, jakie dokonano było nazwanie domów kultury gminnymi bądź miejskimi centrami kultury. Zapomniano, że zmieniając jedynie szyldy nie zmieni się mentalności zarówno organizatorów jak i uczestników kultury samorządowej. Kultura stała się narzędziem politycznych aktywności lokalnych decydentów wykorzystujących chrześcijańskie korzenie mieszkańców regionu. W tym systemie jakby automatycznie następuje równocześnie ocenzurowywanie postaw i opinii  mieszkańców. Jakby na marginesie pozostaje inny model aktywności społeczno kulturalnej obywateli. Jest to stworzona przestrzeń nazwana miejscem magicznym, dające możliwośc wyrażania siebie w procesie twórczym.

    Osobnym ograniczeniem wolności twóczej jest proces dostosowywania postaw obywatela do wzorców narzuconych przez dominującą siłę polityczną, określoną przeze mnie tresurą kulturową w całym procesie edukacji i wychowania młodego pokolenia. Aktywnoś kulturalna lokalnej społeczności Żywca ogranicza się jedynie do biernego uczestnictwa w oferowanych, jedynie słusznych propozycjach „władz masta“, zapominając celowo o rozwijaniu aktywnych niezależnych form uczestnictwa w tzw. „kulturze“ stanowiąc o spójności procesu tresury intelektualnej mieszkańców, czasami przyzwalając wybranym i pozytywnie postrzeganym wybrańcom społeczeństwa na ograniczane propozycje swobody intelektualnej.

    I w tym tkwi cały problem... Chociaż nie cały.

1)  Red. Michał Heller Komercjalizacja kultury. w Marek Rembierz Rynek idei i rynek kultury. Cieszyn 1998, s.113

                                                                                                                                                        (Włodzimierz Zwierzyna)



Udostępnij
Dodaj komentarz
Zobacz inne artykuły na naszym blogu