prowincja
stowarzyszenie kulturalne

W zakamarkach utraconej nadziei.


2016.01.28 Projekty Społeczność

Łudziłem się w swej naiwności, że przez bliskich współpracowników, wychowanków nie będę przywoływany do uczestnictwa w wyścigu szczurów. Mogę zrozumieć marzenia młodych ludzi. Mogę pochylić się nad koniecznością ich samorealizacji ekonomicznej. Natomiast bardzo trudnym do pojęcia jest dla mnie unikanie rozmowy czy dialogu. Przecież to dialog w dotychczasowych kontaktach był podstawowym narzędziem tworzenia rzeczywistości kulturalnej naszego środowiska

Chciałbym w tym miejscu przypomnieć, że dla największych twórców profesjonalnej kultury, animatorów kultury w naszym kraju, najważniejszym w doskonaleniu swych umiejętności jest relacja „mistrz i uczeń”. Sama wiedza akademicka, jest jedynie podstawą do rozwoju artystycznego każdego z młodych twórców. I nie pomogą zabiegi polegające na kopiowaniu czy kradzieży intelektualnych wzorców, wprost znanych z wcześniejszych propozycji twórczych. Potrzeba również w tym przypadku rozwagi, refleksji i zastanowienia, którym dysponują nasi mistrzowie. Jest też w tych niecierpliwych postawach dużo nieuzasadnionej agresji powodowane zapewne brakiem zrozumienia idei wychowania i tworzenia.

Nie będę zazdrościł powodzenia w pracy naszych wychowanków i współpracowników, bo to i dla nas powód do wspólnej radości. Coraz częściej stosowana zacierania bytności w dotychczasowych warunkach, unikania kontynuacji rozmowy czy wymiany zdań, jest zastępowana nieuzasadnioną agresją. Wiąże się to również z lekceważeniem uwag czy propozycji dotychczasowych współpracowników, gdyż nie są współbieżne z oczekiwaniami potencjalnych, dynamicznych kreatorów kultury. Pojęcie godności zastępowane jest efekciarstwem, pojęcie szacunku wypierane jest przez postawy roszczeniowe, zaś wiarygodność zastępowana jest wirtualną projekcją własnej osobowości. Poczucie obowiązku zastępuje interesowność, lojalność wypierana jest chęcią sukcesu.


W tym kontekście, bardzo negatywnym, powszechnie dostrzeganym zjawiskiem społecznym, jest traktowanie uczestnictwa w zajęciach o charakterze kulturalnym przez samego uczestnika na zasadzie klientyzmu wzorowanego ze współczesnego sposobu dokonywania zakupów w supermarkecie.

Rodzice i dzieci oczekują od działań kulturalnych konkretnych efektów poznawczych, przekładając niemal błyskawiczne efekty artystyczne czy ekonomiczne nad żmudną i długotrwałą edukacją. Pozorny brak czasu, chęć awansu społecznego czy zawodowego za wszelką cenę, stworzenie wrażenia osoby nie do zastąpienia, to częste postawy prowadzących zajęcia. Równocześnie ze strony uczestników stawiane są żądania spełnienia ich oczekiwań, najlepiej nieodpłatnie. Aby nie być gołosłownym przytoczę przykład. Mamy 6-latków marzą o karierze swych pociech w zawodzie artysty tancerza biorącego udział w audycji telewizyjnej. Zawsze w uzasadnieniu słyszymy opinię o niezwykłym talencie promowanego dziecka. Rodzice zapominają, bądź co gorsza, nie wiedzą, że najbardziej pożądaną formę edukacji jest zabawa.

Nastający corocznie czas pierwszych dni listopada skłania nas do refleksji nad minionym czasem. Tamte dni zapewne były różne i nie pozbawione raf intelektualnych czy społecznych. Jednakże to, co dominowało w naszym społeczeństwie, to chęć przebywania razem, bezinteresownie, dla przyjaźni. Od pewnego czasu, i to coraz częściej jesteśmy świadkami nagłego zrywania więzi z dotychczasowymi grupami społecznymi, z ludźmi którzy przez lata stanowili ochronę i drogowskaz w rozwoju osobowości.

Tak, jak klient, któremu znudziło się dokonywanie zakupów w tym supermarkecie. Tak jak klient, który wciąż poszukuje najniższych kosztów przy pokonywaniu przeszkód w osobistym rozwoju, mając na względzie jedynie w jak najkrótszym czasie, najwyższe zyski osobiste. Tak jak klient, który dotychczasowe przyjaźnie jest w stanie poświęcić na „ołtarzu pieniądza”. Przyjaźń, radość wspólnego tworzenia, poświęcenie własnego działania drugiemu człowiekowi nie oczekując w zamian żadnych pożytków, to postawy odchodzące w zapomnienie.

Ta dziwna moralna amnezja wcześniej czy później musi doprowadzić uczestnika „wyścigu szczurów” do „ściany” którą jest własna niemoc. I wtedy trzeba będzie przypomnieć sobie o utraconych przyjaźniach i nadziejach. Czy nie będzie za późno?

(Włodzimierz Zwierzyna)



Udostępnij
Dodaj komentarz
Zobacz inne artykuły na naszym blogu