prowincja
stowarzyszenie kulturalne

Śledź w zalewie hipokryzji


2016.12.16 Projekty Społeczność

Czas nadzwyczajnych uniesień, czas grudniowego świętowania, niemal powszechnego ruszenia, skłania nas również do refleksji nad naszym postępowaniem. Czy aby skutecznie wykorzystujemy tę okazję do takich refleksji? Powszechnie organizowane w firmach, spotkania opłatkowe, tzw. „wigilijki” zmuszają pracowników do obowiązkowego w nich udziału. Konsekwencją tegoż uczestnictwa jest składanie sobie życzeń świątecznych i noworocznych. Wśród wielu wigilijnych potraw odnajdujemy i przysłowiowego śledzia. My natomiast proponujemy bardziej współczesną potrawę. Nie koniecznie postną, ale na pewno nie osłodzoną lukrecją.

    Czy chcemy tego, czy nie chcemy, musimy składać i przyjmować od innych kolejne życzenia  „winszowników”. Na ile jest to wolne od przymusu zachowanie a ile w tym konieczności uczestnictwa w niechcianym przedstawieniu pod groźbą odrzucenia ze wspólnoty pracowniczej. Nie do przyjęcia są jednostkowe zachowania ludzi w sytuacji, gdy zaproponowane zachowanie odbiega od wyznawanego systemu wartości. Koniunkturalizm zawarty w zbiorowym postępowaniu pracowników wynika z dużego bezrobocia jak i historycznie dziedziczonego obyczaju. Bo przecież spotkania pracownicze przed świętami organizowano w poprzednim systemie, który w swych założeniach nie był współbieżny ze źródłami ideowymi tegoż zachowania. Stanisław Bareja doskonale przedstawił bezsens takowych praktyk organizowania „świeckiej tradycji”. Współcześnie, obyczaj ten jest jedynie traktowany, jako polityczne zachowanie mocodawców, dla których stanowi element polityki kadrowej firmy.

    Hipokryzją jest fakt składania życzeń „wszelkiej pomyślności” przez właściciela firmy w momencie, kiedy ten właśnie właściciel od kilku miesięcznie systematycznie zalega z należnymi pracownikom wynagrodzeniami. Trudno przyjmować takie życzenia w sytuacji niskich stawek płacowych oferowanych pracownikom ograniczających poziom życia pracownika i jego rodziny.

     Kolejnym przykładem takich zachowań zbiorowych jest spotkanie wigilijne dla ubogich i bezdomnych urządzane przez sprawujących władzę samorządową lub wspólnoty wyznaniowe. Wprawdzie moment uczestnictwa w tym spotkaniu jest chwilowym zapomnieniem o własnym losie i roztaczającym złudne nadzieje na jego odmianę. Najczęściej jednak spotkanie to jest organizowane przez sprawujących władzę dla uspokojenia ich sumienia. Przecież, na co dzień nikt ze sprawujących władzę nie zastanawia się nad lokalnym problemem bezdomności, bezrobocia, ubóstwa czy nędzy. Są to pojęcia obce dla tychże reprezentantów, którzy pochylając się w tych dniach nad losem marginalizowanych środowisk mają nadzieję na sukces w kolejnych wyborach. Sytuacja powtarzających się negatywnych zjawisk towarzyszących życiu społecznemu winna skłonić do refleksji nad skutecznością realizowanego modelu. Ale nawet w wigilię problem ten jest systematycznie odsuwany bądź przezornie niedostrzegany przez projektantów i kreatorów społecznej rzeczywistości.

    I współcześni hipokryci nie muszą się martwić o przyszłość tego zjawiska. Organizowane przez samych uczniów w szkołach tzw. "wigilijki" wynikają w dominującej liczbie z chęci przeżycia kolejnego dnia w szkole bez konieczności nauki. I w niczym to nie przeszkadza, że następnego dnia relacje pomiędzy samymi uczniami powrócą do modelu agresji i nienawiści, a kosz na śmieci wyląduje na głowie kolejnego znienawidzonego nauczyciela.

    Przykładem jawnej hipokryzji naszych czasów są politycy, którzy w tym świątecznym czasie składają publicznie życzenia wszelkiej pomyślności. Na wiecach przedwyborczych składają piękne obietnice, poparte tak zwaną "kiełbasą wyborczą". Kreują się na dobrych i uczciwych obywateli. Kiedy jednak przychodzi do rządzenia okazuje się, że ważniejsze są dla niech osobiste interesy i układy, znajomości. Dodatkowo jeszcze często okazuje się, że biorą milionowe łapówki, co jest już całkowitym zaprzeczeniem jakiejkolwiek moralności.

    Innym rosnącym przykładem amoralności i fałszerstwa są dzisiejsze reklamy. Otaczają nas z każdej strony - na ulicach, w gazetach. Słyszymy je także w radio. Producenci reklamowanych produktów tak konstruują reklamy, aby wpłynąć na naszą podświadomość i zmusić nas do kupienia tego, co nam oferują. Wiadomo bowiem nie od dzisiaj, że reklamy kłamią i prześcigają się sposobach na wpłynięcie na kupującego.

    Wszak nigdy nie wiemy, z kim mamy do czynienia. Wiadomo przecież, że niektórzy ludzie umieją być dwulicowi - będą oszukiwać i kłamać i jednocześnie uśmiechać się do nas. Wszystko to, aby samemu uzyskać jak najwięcej - w sensie materialnym. Nie wszyscy ludzie potrafią się bronić przed takimi osobami. Nie każdy ma też odwagę odpowiednio określić takie osoby. A wypadałoby. Demostenes miał powiedzieć, że hipokryzja to wstydliwość łajdaka. W tej sytuacji wręcz niemożliwym staje się kreowanie współczesnej kultury wynikającej z dążenia do prawdy, dobra i odkrywania piękna - w prowincjonalnym światku mieszkańców prowincji. Hipokryzja nie znajduje się w katalogu grzechów kościoła katolickiego i być może dlatego tak jest aktywnie realizowana bez najmniejszych oporów moralnych.

    Spokojnych świąt życzymy bez odrobiny hipokryzji, gdyż nasz spokój w czasie wolnym od pracy najczęściej zależy od nas.

Włodzimierz Zwierzyna



Udostępnij
Dodaj komentarz
Zobacz inne artykuły na naszym blogu