prowincja
stowarzyszenie kulturalne

Śluby Panieńskie


2017.06.12 Projekty Społeczność

W zalewie informacji dostarczanych nam przez portale internetowe, coraz trudniej dochodzić do prawdy. Również wydania "papierowe" lokalnych mediów stosują zasadę jak najmniej informacji, jak najwięcej sensacji. Moim zdaniem wydawnictwo opierające swoją zawartość o informacje z policji czy straży pożarnej mogłoby w sposób bezapelacyjny osiągnąć sukces wydawniczy. Jesteśmy świadkami pojawienia się nowej witryny prasowej lokalnych mediów "BESKID.NEWS".

    Kolejna propozycja informacyjna rynku medialnego. Szkoda jednak, że w dotychczasowej praktyce funkcjonowanie lokalnych mediów, głównie tych internetowych, opierało się jedynie o przekazywanie informacji o wydarzeniach. W znikomym zakresie odnajdywaliśmy informacje o przebiegu wydarzeń. W opisach brakowało szerszych informacji o organizatorach, przesłankach programowych czy w finale o wnioskach z tychże działań wynikających. Zrozumiałą jest niewiedza lub obawa przed ośmieszeniem. Tylko skoro jest tyle samokrytyki w postawach lokalnych dziennikarzy, to dlaczego ci sami wątpiący silą się na wydawanie kolejnych pozycji? Może to i dobrze, gdyż dzięki pojawieniu się tej nowej witryny nastąpiło ożywienie innych, dotychczas wegetujących pozycji. Otarłem się o ofertę wydawcy jednego z portali odpłatnej usługi informacyjnej. Tam informacja stała się towarem. Jasna sytuacja. Ten, który dysponuje środkami finansowymi tworzy przestrzeń informacyjną otaczającej nas rzeczywistości. Zjawisko to występuje już od lat we wszystkich niemal mediach uzależniając swe istnienie od rynku ogłoszeń i reklam. Była to jednak sprzedaż wiązana. Reklamodawca zlecał usługi oczekując prezentację jedynie "słusznych" z jego punktu widzenia, informacji. Stąd też na co dzień spotykamy się z inercją informacyjną lokalnych mediów. Dotyczy to szczególnie relacji mediów z lokalnymi samorządami i organami wykonawczymi, którymi są wójtowie i jest burmistrz.

    Rozwiązaniem tego problemu pojawia się samo. Może nim być aktywny udział mieszkańców w procesie przekazywania informacji poprzez media społecznościowe. I to dzieje się na co dzień. Tylko jeszcze z niewielkim zaufaniem do samych siebie. Teraz przychodzi czas nasze wzajemne dorastanie.

    Niemal na wszystkich portalach pojawiła się informacja o propozycji artystycznej młodych artystów, prezentacji Teatru Sześciu przy kawie: "Śluby Panien na Nie" w cukierni "Ania". W zapowiedzi tej imprezy można było wyczytać: "Kawa oznacza rozmowę. Rozmowa oznacza spotkanie. Spotkanie to Teatr. Rozmowa to też Teatr."

    Rozmowa tego teatru prowadzona była jedynie w gronie występujących aktorów. Publiczność była jedynie nie koniecznie milczącą widownią. O samej prezentacji nie będę wspominał, gdyż zapewne najlepiej uczyniliby to krytycy sztuki. Ja w swym rozważaniu skupię się na samej publiczności i otaczających prezentację warunków. Trudno było śledzić prezentacje artystyczne młodych artystów w otoczeniu dobiegających zewsząd odgłosów. A to zaplecze cukierni z szumiącym ekspresem do kawy, to znowu ślady rodzinnej wymiany poglądów z oficyny budynku. A na poziomie podstawowym ciągle przemieszczająca sie tam i z powrotem 3 latka z kaskiem rowerowym na głowie. I aby tego było mało, to kręcący się w trakcie widowiska kelner  dwukrotnie oblał wrzątkiem kawy moją koleżankę. Takie to żywieckie zwyczaje. Jednakże fakt, zaprezentowania się tego młodego teatru nie może wypełnić swą treścią określenie "wydarzenie kulturalne". Bo pomimo, że zgodnie z regułami nakazanymi w żywieckiej rzeczywistości działo się to w obrębie Rynku żywieckiego, to przeszkadzające nam w odbiorze efekty akustyczne i zachowanie publiczności, trudno je zapisać w katalog tychże "wydarzeń". Bo jak założyli sobie organizatorzy tego wydarzenia miał być to dialog, rozmowa przy kawie o teatrze. W opisanych wydarzeniach na tzw. widowni trudno było zauważyć przesłanki jakiegokolwiek dialogu.

    I w tym przypadku należy również cierpliwie czekać na rzeczywistą aktywność intelektualną mieszkańców, a młodym artystom życzyć wytrwałości, przepraszając za niedostosowanie widowni do odważnej prezentacji teatralnej.


                                                                                                                                            (Włodzimierz Zwierzyna)



Udostępnij
Dodaj komentarz
Zobacz inne artykuły na naszym blogu