prowincja
stowarzyszenie kulturalne

Kwiatek przy kożuchu


2018.09.24 Projekty Społeczność

W zaprzeszłych czasach spotykaliśmy powyższe sformułowanie odnoszące się do manipulacyjnych odniesień ówczesnych kreatorów kultury polegające na dołączaniu ideologicznych prezentacji artystycznych do lubianej przez masowego odbiorcę prezentację kultury masowej. I już wydawało mi się, że czasy tego dualizmu w kulturze samorządowej odeszły na zawsze. Ale w Żywcu okazało się, że przyzwyczajenia zaprzeszłego okresu dają o sobie znać tu i teraz. Bo oto po ciągu imprez dla masowego odbiorcy, pan Burmistrz przygarnął wartościową intelektualnie propozycję "Żywiec, miasto zmysłów."

    Od wielu lat istnieje w Żywcu nieoficjalne przyzwolenie "władzy miasta" na jakąkolwiek propozycję w publicznej przestrzeni miasta pod warunkiem zapisania tejże imprezy w oficjalnej ofercie miasta Żywca z niezastąpionym honorowym patronatem Burmistrza.  Tu nie wyartykułowano tego patronatu. Jednakże w roku wyborczym funkcjonuje nieoficjalne zalecenie ze zdwojoną siłą.  W tej sytuacji  wszelka inicjatywa przy realizacji tego zadania należała do delegowanego przedstawiciela Burmistrza.  Istnieje bezpośredni związek obszaru kultury z działaniami politycznymi władzy miasta. Spróbujmy wiedzę o relacjach kultury z polityką zaczerpnąć ze źródeł historycznych.                 

    Polityka już po rewolucji rosyjskiej, wykorzystała kulturę do realizacji własnych celów. Formą tego typu zaprzęgnięcia była propaganda w nazistowskich Niemczech. Film i audycję radiową, nowość, którą obdarowywała ludzi kultura, wykorzystał bezwzględnie Hitler aby osiągnąć swoje polityczne zamiary. Goebbels po mistrzowsku rozpowszechnił wśród Niemców nazistowskie idee, opatrując wydarzenia prostymi sloganami lub etykietkami, przykuwającymi uwagę i odpowiednio sterującymi ich myśleniem. Używano eufemizmów, aby dokonywane na zlecenie państwa grabieże, tortury, morderstwa i ludobójstwo nie wydawały się przerażające. Inwazja na Polskę była – „akcją policyjną”, nie kradło się cudzej wolności lecz się ją „zabezpieczało”. Budynki na terenie obozów śmierci otrzymywały wesołe nazwy w rodzaju „szczęśliwego słowika, ogrodu różanego oraz instytutu kąpieli i inhalacji”. Zatem w białych rękawiczkach, kultura pośrednio stanowiła nieodzowny element polityki.

     Można wyciągnąć stąd wniosek że polityka stanowi praktyczną stronę społeczeństwa, a władza jest tylko jedną z jej wielkości. Natomiast kultura opiera się na wartościowaniu praktyk dnia codziennego. Zarówno polityka jak i kultura, chociaż nie chcielibyśmy tego bardzo, bezwzględnie wykorzystują się nawzajem, tworząc obraz chaosu nieprzebranych sprzeczności oraz monolit przenikających się wartości.

    Gabriel A. Almond wyróżnił trzy rodzaje kultury politycznej: poddańczą, uczestniczącą i zaściankową. Jest to podział ze względu na nastawienie obywateli do polityki. W kulturze poddańczej (podporządkowania) jednostki i grupy społeczne są zainteresowane życiem publicznym, ale podporządkowują się decyzjom politycznym w ośrodkach władzy. Jest to model charakterystyczny dla systemów autorytarnych oraz dla państw młodej demokracji. Obywatele nie interesują się polityką i nie mają wiedzy dotyczącej systemu politycznego, ograniczają się jedynie do zainteresowania sprawami lokalnymi. Model życia obywateli jest niezmienny i istnieją określone role polityczne. Ten typ kultury politycznej charakteryzuje społeczności na niskim szczeblu rozwoju- występował bardzo często w średniowieczu, obecnie charakteryzuje społeczności afrykańskie. W społecznościach rozwiniętych występuje jako marginalny sposób odnoszenia się do polityki, który wynika z negowania systemu. Jednostki i grupy społeczne mocno interesują się i silnie angażują się w życie publiczne. Znają zasady życia politycznego oraz są gotowi do oceniania, współdecydowania, angażowania się w politykę, a przede wszystkim do sprawowania władzy. Kulturą uczestniczącą charakteryzują się społeczeństwa demokratyczne.

    Chcąc ogarnąć tę praktykę należałoby współczesnym realizatorom kultury samorządowej zasugerować lekturę współczesnych opracowań naukowych prof. Pierre'a Bourdieu czy prof. Zygmunta Baumana.

    „Kultura przyczynia się do rozwoju, gdy ujmuje się ją w szerokim zakresie, a rozwój rozpoznaje się w komplementarnej sieci miękkich i twardych zasobów, w całości życia indywidualnego i zbiorowego, jego wymiarze antropologicznym i socjologicznym. Gdy więc pytamy o udział kultury w rozwoju społeczno-gospodarczym, nie znajdziemy odpowiedzi w takich parametrach, jak indywidualna konsumpcja dóbr kultury czy wielkość sektora kultury (w tym przemysłów kreatywnych) w gospodarce. Należy jej szukać raczej we wpływie kultury na podmiotowość, wspólnotowość, w potencjale kultury do rozbudzania twórczości i innowacyjności, jej umiejętności kształtowania postaw kooperacyjnych i zakorzeniania się w aksjologiach.” 

    W kontekście przedstawionych powyżej przemyśleń chciałbym odnieść się do opinii burmistrza Żywca o przyczynach emigracji młodych mieszkańców miasta. W sytuacji, gdy mieszkańcom w ramach funkcjonującego "supermarketu kultury" serwuje się propozycje jarmarcznej estetyki, nikt z szanujących się, wykształconych ludzi nie osiedli się w tym mieście. Studiująca w dużych ośrodkach uniwersyteckich młodzież z Żywca spotyka się tam z olbrzymią ofertą intelektualnego uczestnictwa w życiu kulturalnym. Młodzi, wykształceni mieszkańcy nie będą stanowić konkurencji intelektualnej dla sprawujących władzę. Dlatego stosując metody degradacji kultury nie mamy co oczekiwać na stały rozwój miasta. Nie będzie miał kto go rozwijać.

    Zaistniała propozycja stworzona przez środowisko nauczycieli, zapewne bardzo ambitne, ale jakby nigdy-nic stało się pretekstem do przejęcia inicjatywy społecznej pod  "niezastąpione skrzydła" biurokracji samorządowej.  Metoda unicestwiania społecznych inicjatyw przez biurokrację (burmistrza) nie zmieniła się od lat. Wpierw współfinansowanie z warunkiem honorowego patronatu burmistrza, później przejęcie inicjatywy, nieudolne lecz już samodzielne bez społeczników stworzenie własnej, słusznej wersji oferty, po to by w końcu udowodnić, że to ci wymyka się i tak spod kontroli intelektualnej biurokratów i serwowane jest nie przygotowanym do uczestnictwa w tego rodzaju wydarzeniach - publiczności. Tym samym w końcowym efekcie każde tak potraktowane wydarzenie staje się w oczach biurokratów miejskich - niepotrzebne. Zostaną więc środku na własne, konieczne do ubezwłasnowolniani a intelektualnego mieszkańców - oferty jajecznicy, oscypka czy kwaśnicy.

    Powiecie Państwo, że narzekam. Podaję przykłady unicestwienia działań kulturalnych: Dni Muzyki Dawnej, Bajkowe Spotkania Teatralne, Konkurs Modeli Kartonowych i Plastikowych. Są też inne pomniejsze wydarzenia  i grupy systematycznie eliminowane z obszaru aktywności społecznej.  Impreza "Żywiec-miasto zmysłów" jest tego kolejnym przykładem. Stała się przysłowiowym kwiatkiem przy kożuchu współczesnej oferty kulturalnej miasta. Wydaje mi się, że  tym symbolicznym  kożuchu burmistrz czuje się bardzo dobrze, a pomysłodawcy  tej ciekawej inicjatywy zachowują się jak przysłowiowe chochoły z "Wesela" Wyspiańskiego.

(Włodzimierz Zwierzyna)



Udostępnij
Dodaj komentarz
Zobacz inne artykuły na naszym blogu