prowincja
stowarzyszenie kulturalne

Dylematy współczesności.


2018.10.11 Projekty Społeczność

Coraz częściej przekonuję się, czytając kolejne wywiady różnych osób kandydujących w kolejnych wyborach do struktur samorządowych, że osoby te żyją w zupełnie innych niż te nas otaczające, realiach. Obfitują zachowania osób, które dobrnęły do ściany własnej niemożności i dalej nie widzą jak sobie poradzić z otaczającą rzeczywistością. Na co dzień posiłkują się w swych działaniach doświadczeniami i wiedzą zaczerpniętymi z poprzednich okresów, z czasów słusznie minionych.

    Przykładem takiej niezaradności są obchody rzekomo 750 - lecia miasta Żywca. Wypisz, wymaluj kopia obchodów 700 lecia, tylko, że w mikro skali i bez oferty nowych zachowań społecznych.

    W tej sytuacji wyrażam "nie" dla kolejnych pozornych akcji. Dążenie do rozwiązań systemowych niezależnych od fantazji i "widzi mi się" politycznych celebrytów może być jedynym sposobem na likwidację takiej pozoracji. Stąd w zachowaniach lokalnych polityków bierze się niechęć do promowania poważnych ofert kulturalnych, gdyż szeroko pojęta kultura proponuje refleksję nad ludzkim losem i nie sprzyja postawom koniunkturalnym.

    Od pewnego czasu zastanawiam się jak długo jeszcze sprawujący władzę w Żywcu będą milczeć w sprawie funkcjonowania obszaru zwanego kulturą samorządową. W swym wieloletnim doświadczeniu zweryfikowanym ciągle poszerzaniem własnej wiedzy pozwalający na dokładniejsze odniesienie się do niezwykle skomplikowanego, a ciągle pomijanego problemu tresury intelektualnej miejscowej społeczności. Od momentu opublikowania niniejszych przemyśleń postanowiłem na bieżąco, z niewielkim odsetkiem intelektualnych odniesień, będę odnosił się do bieżących prezentacji miejscowych celebrytów. Będę również odnosił się do minionych doświadczeń obrazując stan inercji intelektualnej decydentów.

    „Kultura przyczynia się do rozwoju, gdy ujmuje się ją w szerokim zakresie, a rozwój rozpoznaje się w komplementarnej sieci miękkich i twardych zasobów, w całości życia indywidualnego i zbiorowego, jego wymiarze antropologicznym i socjologicznym. Gdy więc pytamy o udział kultury w rozwoju społeczno-gospodarczym, nie znajdziemy odpowiedzi w takich parametrach, jak indywidualna konsumpcja dóbr kultury czy wielkość sektora kultury (w tym przemysłów kreatywnych) w gospodarce. Należy jej szukać raczej we wpływie kultury na podmiotowość, wspólnotowość, w potencjale kultury do rozbudzania twórczości i innowacyjności, jej umiejętności kształtowania postaw kooperacyjnych i zakorzeniania się w aksjologiach.” 
Wprowadzenie do książki "Kultura i rozwój". Jacek Purchla, Jerzy Hausner i inni...

    Wydaje mi się, że przytoczone powyżej stwierdzenia są odległe od świadomości kandydatów do władz samorządowych w Żywcu i regionie. Kultura w ich świadomości spełnia jedynie odświętne przybranie szarego dnia wyborcy. Obserwując rozpędzoną już kampanię wyborczą dostrzegam zachowania towarzyszące poprzednim kampaniom wyborczym, wyścigom do sprawowania władzy. W dalszym ciągu powiela się prezentację spełniania koncertu życzeń osadzonego w nijakiej przestrzeni oczekiwań wyborców. Wszystko zawiera się w podświadomym stwierdzeniu: "Wybierzcie nas, a my spełnimy Wasze oczekiwania". Problem jest w tym, że określenie to jest jedynie wirtualną obietnicą żądnego władzy kandydata wobec mniej lub bardziej świadomego wyborcy. I dlatego utrzymywanie mieszkańców w świadomości niewolniczej zależności od nieograniczonej wybranej w kolejnych wyborach, decydenta jes powszechnym sposobem sprawowania władzy.

    Z coraz większym zdumieniem dostrzegam wśród kandydatów na radnych coraz to nowe, ale dla mnie znajome osoby, które zgłaszają się do spełniania roli radnego. Jednak w czołówce tych kandydatów mieszczą się ci stali , znani z zaprzeszłych czasów, w ich mniemaniu niezastąpieni radni, często z pozornej skromności zajmujący na liście kandydatów ostatnie miejsca.. Naprawdę trudno odczepić się im od zasiedzianych stołków. Najważniejszym jest odpowiadanie na własne kompleksy związane z osobistym niedowartościowaniem. Każdy chce być dostrzeżony czekając na pochwały i uznanie. Nikt z byłych "funkcjonariuszy samorządowych" nie przedstawił dokonań jakie dzięki niemu zostały spełnione. Jeśli zaś doczytuję się w powodzi samozachwytu opisane działania, które wchodzą w zakres obowiązku lokalnej administracji. Publikacje zwracają uwagę przeciętnego wyborcy na dokonania, np. burmistrza, które wynikają z obowiązków zawodowych za które zainteresowani otrzymują, i to niezłe pobory. Nie dostrzegam również informacji, które obszar aktywności każdego z dotychczasowych radnych, określających obszar negatywnych działań wpływających destrukcyjnie za efekty rządzenia miastem. Zdaję sobie sprawę, że wymagam zbyt wiele od radnych z takim uporem ciągnących do "ciepłych stołeczków". Co z tego wynika? Oczywiście nie mówię w tym miejscu o bezpośrednich pożytkach finansowych. Ale przecież dostęp do decyzji lub wręcz generowanie takowych sprawia budowania mniej lub więcej wartego autorytetu wśród wyborców. Opiniowanie aktywności władz samorządowych obecnie jest bardzo trudne, gdyż na dobrą sprawę miasto, ale i powiat nie dysponują opracowanym i opublikowanym programem działania. Stąd jesteśmy świadkami funkcjonowania zadań które wynikają z ujawnionych lokalnych potrzeb mieszkańców. Spełnianie tych życzeń wynikają ze społecznego nacisku mieszkańców bądź z układów radnych z burmistrzem (w mieście), wójtem (w gminie) czy starostą w strukturach powiatowych. Lokalne układy są rzeczywistym motorem aktywności samorządu. Ale to tylko na chwilę w trakcie kampanii wyborczej. Realizowany obecnie koncert życzeń wyborców i nieokiełznany wysyp obietnic wyborczych kandydatów jest tylko chwilowym uniesieniem w realizacji nie do zrealizowania w obecnym modelu sprawowania władzy społeczeństwa obywatelskiego. Tu trzeba edukacji, rozwagi i rozsądku. Tego nam trzeba i dzisiaj i jutro i zawsze.

    Skąd bierze się takie parcie na miejsce w mechanizmie wyłaniania władz samorządowych? Pierwsze motywacje opisałem powyżej. Jednak nie są to jedynie siły sprawcze aktywności obywatelskiej. Wszystko odbywa się na zasadnie rynkowych uzależnień. Trzeba odpowiedzieć sobie - co z tego będę miał w rozliczeniu finansowym?

    Dużą grupą kandydatów na radnych stanowią nauczyciele czy dyrektorzy instytucji samorządowych, którym w przypadku pojawienia się zagrożenia dla zajmowanego stanowiska (np. dyrektora), zajęcie miejsca w strukturze władzy samorządowej uratuje zagrożoną pozycję w strukturach władzy . Nawet nie do końca udany start w wyborach stanowi o budowaniu kapitału wobec wygranych radnych czy burmistrza, wójta czy starosty. Wtedy odbywa się proces realizacji zobowiązań wyborczych wybranych na rzecz wspierających, nie koniecznie wygranych. W tym obszarze wyborca spada na koniec tego rankingu wyborczego. Funkcjonują też funkcje tzw. "słupów" w procesie dokonywania wyborów. Osoby te nie mając najmniejszych szans na wybór "zabierają" konkurentom "namaszczonych" kandydatów głosy nieświadomych wyborców. Jest to przysługa, która wcześniej czy później przyniesie pozornemu kandydatowi należne z układów profity. Jest to ciągła gra wyrażająca się w obliczaniu profitów z faktu wsparcia potencjalnego kandydata.

    Brak transparentności lokalnych samorządów, zaciemnianie rzeczywistości w Żywcu powoduje, że niektórzy kandydaci na radnych żyją nadzieją o własnych pożytkach z funkcjonowaniu lokalnego samorządu. Stąd tak dużo emocji i specyficzna atmosfera towarzysząca wyborowi burmistrza. "Namaszczeni" przez burmistrza, radni stawali się dotychczas od razu postaciami nie do ruszenia z funkcjonujących struktur miasta. Stawali się nieskazitelni jeszcze przed podjęciem aktywności w strukturze samorządowej. A każdy z radnych zabiegał również o stabilizację funkcjonowania swoich znajomych urzędników. I tak się kręciło kółko wzajemnej adoracji.

    My przeciętni wyborcy musimy sobie zdawać sprawę z faktu, iż tak naprawdę w świecie powszechnych politycznych czy ekonomicznych uzależnień nasz głos nie odnosi oczekiwanego skutku wobec współczesnych wyzwań obywatelskich. To właśnie te zaplątane i dla wielu z nas pozorne prezentacje kandydatów na miejsca w strukturach samorządowych stanowią pozorne zainteresowanie nami i naszyli lokalnymi problemami. Wybory miną a my zostaniemy na powrót z naszym "zakręconym, lokalnym światkiem". Chyba, że postąpimy inaczej niż dotychczas i zerwiemy z własnymi uprzedzeniami, lękami i pozornymi barierami. Tam gdzie to można, najwyższy czas zmieniać otaczającą nas rzeczywistość, stwarzając przesłanki do funkcjonowania społeczeństwa obywatelskiego.

    Na koniec zacytuję przemyślenie Jerzego Giedrojcia z opracowania "Autobiografia na cztery ręce": "Nieszczęściem Polski jest to, że jej historia jest zakłamana jak nigdzie na świecie" . A nam przyszło żyć w tak zakłamanym świecie. Czas na przełamanie tej niemożności. Inni to już uczynili tworząc wokół siebie SPOŁECZEŃSTWO OBYWATELSKIE z pełną transparentnością swoich i "władzy" poczynań.

(Włodzimierz Zwierzyna)

p.s.  A może to moje prywatne spojrzenie "w krzywym zwierciadle" żywieckiej rzeczywistości?



Udostępnij
Dodaj komentarz
Zobacz inne artykuły na naszym blogu